Księga Magii

* Napisz zaklęcie
* Ucz się


*Archiwum*

2007
kwiecień
luty
styczeń
2006
maj
styczeń
2005
październik
czerwiec
marzec
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2003
grudzień



*Podróżnicy*

Kiedyś staną się Księgami
Nevrant
whisper angel
nariell
pok
teave
darth lady
chmurcia
milczący
min
shadow lord
firnundome
probatio
królowa potępionych
merigan
demony zapomnienia
behind brown eyes



TOP SZABLONY szablonyQQ & blog4you  



























XIX
Obudziłam się tuż przed zmrokiem. Obmyłam twarz chłodną wodą i założyłam jedną z niezwykle pięknych sukien, które odkryłam w masywnej, dębowej szafie. Kierując się ku sali, gdzie zazwyczaj odbywała się wieczerza, rozglądałam się wokół. Niewiele zmieniło się w Klasztorze. Obrazy i broń na ścianach pozostały te same, dywany, meble, nawet zapach.
Usiadłam na miejscu, które wskazał mi Mistrz, pomiędzy nim, a Marderem.
• Zapewne wielu z Was pamięta Nurrant. – Krahnon przerwał kłopotliwą ciszę zalegającą na sali – Dziś, po wielu latach, wróciła do nas. Ci z Was, którymi będzie dowodzić i których będzie szkolić, mogą uważać się za szczęśliwców. – widziałam, że opiekun smoków przygląda mi się kątem oka z lekkim, może nieco drwiącym, uśmiechem na ustach – Jutro dowiecie się, kto trafi pod opiekę Nurrant, a teraz zaczynajmy posiłek.
• Czy powinniśmy zwracać się do niej „Mistrzu”? – odezwał się głos z sali – W końcu kiedyś nim była. – Marder spojrzał na mnie czujnie, Drahun podniósł głowę, jego wzrok był ostry jak jego miecz, pomruki natychmiast ustały, a zebrani zajęli się posiłkiem, nikt nawet nie śmiał zerknąć na budzącego strach Elfa Śnieżnego
Po jakimś czasie wszyscy rozmawiali jak podczas zwykłej wieczerzy. Krahnon mówił żywo do Drahuna, który słuchał go uważnie, jednak niewprawny obserwator mógłby posądzić Wicemistrza o znudzenie. W pewnym momencie do sali wbiegł mały smok i zaskrzeczał radośnie, Marder uśmiechnął się, po czym cmoknął, zwierzę natychmiast wdrapało mu się na kolana.
• Szukałeś mnie? Miałeś zostać z pozostałymi. Jeśli Twoja matka zauważy, że Cię nie ma, wywoła tu pożar. – smok wtulił się w ramiona Elfa, oczy zwierzęcia spotkały się z moimi – Hari, wróć do swojej matki, nim ta spali połowę Klasztoru. – smok jednak nie zamierzał słuchać swego opiekuna, w pewnej chwili po prostu zostawił go i usiadł na moich kolanach – na sali ponownie zapanowała cisza, Marder już nie uśmiechał się, patrzył na mnie poważnie, ze swego rodzaju szacunkiem, Krahnon i Drahun również przerwali rozmowę, rozejrzałam się
• Co się stało? – zapytałam nie rozumiejąc zachowania Zakonników
• Koniec wieczerzy! – powiedział głośno Wicemistrz – Rozejść się do komnat! – po chwili sala opustoszała
• Co się stało? – zapytałam ponownie, smok beztrosko baraszkował na moich kolanach
• Do tej pory nikt w Klasztorze, oprócz Mardera, nie zaskarbił sobie zaufania smoka. – powiedział Mistrz – Powinniśmy naradzić się, w jaki sposób wykorzystać ten dar.
• Nad czym chcesz radzić? – ostro przerwał Marder – Ma dar, którego nie można zaprzepaścić. Powinna poznać tajniki wiedzy o smokach i opiekować się nimi, a nie uczyć Twoich Zakonników, jak trafić strzałą do celu. Łukami nie zwyciężymy Księcia.
Twarz Drahuna wyrażała wściekłość, wydawało się, że za chwilę ciśnie w kierunku opiekuna smoków ognistą kulę, jednak jego wrodzona duma, nie pozwoliła mu na pokazanie swojej słabości. Nie wypowiedział nawet jednego słowa.
• Potrzebujemy żołnierzy. Twoje smoki nie wygrają za nas bitwy. – Elf Leśny wydawał się zdegustowany i nieco zawiedziony słowami Krahnona
• Nie wiem, jak długo będę musiał Ci tłumaczyć głupcze, najwyraźniej dłużej, niż trzydzieści lat, że smoki nie są moje. To my należymy do nich. – wstał i skierował się w kierunku wyjścia – Ach i zrozum wreszcie, że bitwa, nawet wygrana, nie da Ci zwycięstwa nad Księciem. Czasami zastanawiam się, jak ktoś tak ograniczony, jak ty, mógł zostać Mistrzem Zakonu, ale nie okłamujmy się, przecież szarą eminencją jest Twój zastępca. – Krahnon cisnął w Mardera lodowym pociskiem, jednak ten rozprysnął się na maleńkie kawałki tuż przed Elfem, który roześmiał się głośno – Niepotrzebnie marnujesz swoją energię magii, będzie Ci jeszcze potrzebna. – po tych słowach wyszedł z sali
Przyglądałam się całemu zajściu i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się w rzeczywistości. Mały smok zeskoczył z moich kolan i wybiegł za swoim opiekunem, Krahnon zrezygnowany opadł na krzesło, Drahun nawet się nie poruszył.
• Co mam uczynić z tym Elfem? Nie mam na niego nawet najmniejszego wpływu. – pierwszy raz zobaczyłam uśmiech na twarzy Wicemistrza
• Nic nie możesz zrobić Krahnonie. – roześmiał się głośno – Nie masz żadnego wyboru. – twarz Elfa Śnieżnego była demoniczna, nigdy go takim nie widziałam – Oddaj mu ją. Po trzydziestu latach nie ma już tej wprawności we władaniu łukiem, a jej dar nie powinien pójść na marne. Znajdziemy inną łuczniczkę.
• Zgadzasz się Nurrant? – skinęłam głową – W takim razie niech tak będzie.

telmachiel 2007-04-27 23:12:27
skomentuj (2)
XVIII
O świcie dotarłam do klasztornej bramy, jednak nie wybrałam głównej, nie chciałam zwracać uwagi czujnych szpiegów Księcia, dlatego też przedostałam się na teren Klasztoru wraz z Elfami z pobliskiej wioski, którzy każdego ranka dostarczali żywność Zakonnikom.
Szłam znajomymi sobie ścieżkami, część z nich zatarła się nieco w mojej pamięci.
Na rozmowę z Mistrzem Zakonu czekało dziś wielu, usiadłam więc zmęczona długim marszem. Po kilku chwilach drzwi jednej z komnat otworzyły się, a korytarz wypełnił szczery, głośny śmiech. Zobaczyłam młodego Zakonnika, mógł być niewiele starszy ode mnie, trzymającego w ramionach małego, pomarańczowego smoka, który wtulał się w jego szaty.
• Mówię Ci Drahunie. – zanosił się od śmiechu – Ona Cię uwielbia, przecież wcale nie podrapała Cię mocno! – w tym momencie ciężkie wrota same zatrzasnęły się tuż przed twarzą Elfa o czarnych, choć sięgających tylko ramion, nieco zmierzwionych włosach, niezwykle jasnej skórze i przenikliwych, czarnych jak węgle, oczach – Nie musiałaś być aż tak wylewna moja droga. – zwrócił się do smoczycy śmiejąc się nieprzerwanie – Teraz Wicemistrz nie będzie Cię lubił. Hihi.
Postawił smoka przed sobą i rozejrzał się wokół, zastanawiał się nad czymś przez moment, po czym znów skierował swe słowa do zwierzęcia.
• Kochana moja, co zrobimy z tak cudownie rozpoczętym dniem? Udało nam się zdenerwować Wicemistrza, do kogo pójdziemy teraz? – mała smoczyca patrzyła niezwykle uważnie na swego opiekuna
• Dość już tych żartów Marderze. – Krahnon wyszedł ze swej biblioteki – Nie sądzisz, że należałoby zacząć ją szkolić, zamiast przysparzać kłopotów Zakonnikom?
• Chcesz ją szkolić Mistrzu? – w głosie Elfa było nieco zuchwałości – To smoki mogą nas wiele nauczyć, nie odwrotnie. – Krahnon spoważniał – Nie masz żadnego zajęcia? – Marder wziął na ręce swą podopieczną, uśmiechną się triumfalnie i wyszedł, po drodze jednak spojrzał na mnie, zatrzymał się nawet na chwilę przyglądając mi się z zaciekawieniem i lekkim uśmiechem, jednak nie odezwał się
• Nurrant! Wejdź proszę. – Mistrz zaprosił mnie do swej biblioteki mimo niezadowolenia oczekujących – Cieszę się, że jednak zdecydowałaś się do nas wrócić. Twoja komnata czeka na Ciebie. – usiedliśmy
• Powiedz mi, kto zbudził smoki. – Krahnon spoważniała na moment, po czym zajął się nalewaniem herbaty, aby nie dać poznać po sobie zmieszania
• Widziałaś Go dziś. To Marder. Jest w naszym Zakonie od wielu lat. Pojawił się niewiele później po Twoim odejściu. – Mistrz podał mi filiżankę – Zapytasz zaraz kim jest, skąd przybył. Nie wiem Nurrant. Pojawił się znikąd. Pewnego dnia po prostu zapukał do klasztornej bramy i powiedział, że ma dla nas niespodziankę. Widziałaś, jak żartował z Drahuna. Znasz kogoś, kto by się na to porwał, kto by się ośmielił? – pokiwałam przecząco głową – Marder nie zważa na pozycję czy zasługi Elfa, szydzi ze wszystkich, jednak robi to w niezwykle sympatyczny sposób. Niespodzianką był mały smok, którego przyniósł w kieszeni swej koszuli. Wiesz, co zrobiło to stworzenie, gdy tylko posadził je na moim biurku? – Krahnon roześmiał się – Rzuciło się na moje ulubione ciastka i pożarło wszystkie. – uśmiechnęłam się – Widzisz, nigdy nie wiadomo, czego spodziewać się po tym Elfie, z drugiej jednak strony, wszyscy mu ufają.
• Opiekun smoków nie może mieć zła w sercu.
• Właśnie. Dlatego też nie zagłębiałem się w historię jego życia. Pewnego dnia dowiemy się, kim jest, skąd pochodzi i dlaczego wciąż się śmieje. A wracając do tematu Twojego powrotu. Naprawdę cieszy mnie Twoja decyzja i jestem Ci wdzięczny, że nam pomożesz. Kto Cię przekonał? – odstawiłam filiżankę
• Pójdę do łaźni, a potem prześpię się. Spotkamy się na wieczornej wieczerzy. Wciąż biesiadujecie razem?
• Oczywiście.

telmachiel 2007-02-01 20:04:03
skomentuj (6)
XVII
Tęsknota w sercu zagłuszana przez żal, ból duszy, brak umiejętności wybaczenia. Jakże piękny jest wiosenny świt, gdy gdzieniegdzie resztki śniegu skrzą się w promieniach słońca. Orzeźwiająca kąpiel w chłodnej jeszcze, nawet dla Elfki Śnieżnej, wodzie nie zagłuszyła wahania, nie dała, jakże potrzebnych, odpowiedzi, nie rozjaśniła umysłu. Głos byłego kochanka mieszał się z głosem Habzura, niedopowiedzenia, kropla nadziei, strach, kilka łez, smutek zabijany przez zaledwie muśnięcie szczęścia.
Głośny trzepot skrzydeł przerwał moje rozmyślania, spojrzałam w niebo. Wysoko w górze dostrzegłam ogromnego ptaka. Wpatrywałam się w niego z zaciekawieniem. Nigdy przedtem nie widziałam tak dużego zwierzęcia. Przymrużyłam uczy, aby lepiej mu się przyjrzeć, jednak nie udało mi się, dziwne zwierze pomknęło w dal.
• Ptak tak wielkich rozmiarów? – zapytałam sama siebie – Czy to możliwe?
Przez kilka godzin przeglądałam księgi w poszukiwaniu choćby wzmianki o tak dużym stworzeniu, jednak moje pytanie pozostało bez odpowiedzi.
• Jakże to możliwe? – zafascynowana zapomniałam na chwilę o dręczących mnie wątpliwościach
Minęło kilka dni, a ja wciąż nie zdecydowałam, jak powinnam postąpić. Z jednej strony obiecałam sobie przed laty, że nigdy już nie będę walczyć, z drugiej zaś broniłam się przed wiarą w boskie słowa, mogłam poznać własnego syna. Niezwykła walka toczyła się w moim umyśle.
O zmroku, gdy słońce niemal całkowicie zniknęło za horyzontem, wyszłam przed chatę, aby zaczerpnąć świeżego, wieczornego powietrza. Znów usłyszałam dziwny trzepot skrzydeł, a w chwilę później, ciężko wylądował przede mną ogromny, szary stwór. Przerażona spojrzałam na bestię. Widziałam w życiu wiele, jednak nigdy czegoś takiego. Wpatrywały się we mnie oczy, z których biła nadspodziewana mądrość, hipnotyzowały mnie.
• Nurrant. – usiadłam, moje serce biło, jak oszalałe – Musisz nam pomóc.
• Nam? – wyjąkałam
• Zakon Cię potrzebuje. – głos brzmiał znajomo
• Zakon?
• Jeszcze dziś Nurrant wyrusz w drogę, jeszcze dziś, inaczej będzie za późno.
• Za późno…
• Tak Nurrant. Musisz wrócić do Zakonu. – patrzyłam na rozmawiające ze mną zwierzę wciąż nie wierząc własnym oczom
• Za późno na co?
• Dziś mamy szansę zwyciężyć, jutro Książę może być potężniejszy od nas. Wróć do nas Nurrant i pozwól wypełnić się przepowiedni.
• Przepowiedni… – stwór niezwykle szybko poderwał się i niemal natychmiast zniknął w ciemnościach nocy – Jakiej przepowiedni? – oddychałam szybko, byłam niespokojna
Czym było to zwierzę, które jeszcze przed chwilą przemawiało do mnie i radziło, co powinnam zrobić? W jednej chwili znieruchomiałam.
• Przecież to smok. – powiedziałam sama do siebie – Ale przecież smoki śpią od tysięcy lat. To niemożliwe. Kto zbudził to stworzenie? Kto śmiał?
Późną nocą, chowając się w gęstych lesie przed szpiegami Księcia, którzy byli niemal wszędzie, byli jak zjawy, niewidoczni, zawsze czujni, wyruszyłam w stronę Zakonu.

telmachiel 2007-01-22 20:52:01
skomentuj (2)
XVI
Wygnano mnie. Z pałacu, z Zakonu, z mojego życia. Odeszłam pokornie, bez walki, bez krzyku, bez próśb. Odeszłam, tak, jak się pojawiłam, po cichu, żeby nikt nie wiedział, bez domysłów, bez plotek, bez gwiazd w sercu, które wskazują drogę do celu.
Mówiono mi, że moje poświęcenie spełzło na marnym, ja jednak wciąż wierzę, że mój syn, ukryty przed światem i przede mną, dokona kiedyś rzeczy niezwykłych, dobrych, czystych, nieskalanych powszechnym kłamstwem, które niszczy mnie, każdego dnia silniej.

Minęło trzydzieści lat. Czy zmieniłam się bardzo? Nie wiem. Moje odbicie w tafli wody było dla mnie wciąż takie same, jednak czy dla innych również? Ukryta w lesie, zapomniana przez świat, żyłam z dnia na dzień oczekując wieści o zmianach.

Popołudnie było nadzwyczaj piękne. Usiadłam na werandzie mojej chaty z filiżanką gorącego naparu w dłoniach. Rzeka mieniła się dziś wyjątkowo, niczym górskie magiczne źródło.
• Hej, Elfko! – moje ciało przebiegł dreszcz, tak rzadko słyszałam głos inny od mojego – Jak wydostać się z tego labiryntu drzew? Zabłądziłem w tym przeklętym lesie.
• Las nie jest przeklęty, jedynie ty Panie nie dość sprytny, aby wyswobodzić się z jego objęć. – nie patrzyłam na jeźdźca, jednak słyszałam, że zbliża się do mnie
• Wiesz, do kogo mówisz?
• Nie raczyłeś Panie się przedstawić. – spojrzałam na przybysza, a zaraz po tym filiżanka wysunęła się z moich dłoni, ten jednak patrzył na mnie niewzruszony – Wydaje mi się, że nie muszę. Prawda Nurrant? – energicznie zsiadł z konia, jego czarne jak skrzydła kruka włosy, rozsypały się po długim, zielonym płaszczu, milczałam – Widzę, że nie cieszysz się z mojego przybycia. – usiadł obok mnie
• Prędzej spodziewałabym się najgorszego demona.
• Zakon szukał Cię wiele lat, a gdy w końcu przestaliśmy, odnalazłaś się tak blisko, niemalże za murami.
• Czego ode mnie chcesz? – nerwowo zaczęłam zbierać potłuczoną porcelanę, której kawałki utkwiły między deskami werandy
• Wróć do Zakonu. – roześmiałam się
• Jako kto? Twoja była kochanka czy zdrajczyni? – wyprostowałam się – Odejdź stąd Krahnonie, zostaw mnie w spokoju
• Jako dowódca. Wojna jest bliżej, niż kiedykolwiek.
• Wojna jest blisko od trzydziestu lat, a ja już nie jestem żołnierzem. Po takim czasie samotności stałam się cieniem.
• Cień nie może być tak piękny. – chwycił moją dłoń – Będę na Ciebie czekał Nurrant. Nie zawiedź nas, nie zawiedź mnie.
Po kilku chwilach Mistrz Zakonu zniknął bez śladu, a ja znów zostałam sama. Tysiące myśli walczyło w mojej głowie. W nocy wyjęłam ze skrzyni mój łuk. Był taki sam, jak przed laty. Naciągnęłam cięciwę, sięgnęłam po strzałę.
• Wahasz się Nurrant? – ostatni czas obfitował w gości, Habzur pojawił się przede mną, niczym nocna zjawa – Trzydzieści lat samotności niczego Cię nie nauczyło? – leniwie, z dłońmi skrzyżowanymi na plecach, przeszedł się po izbie
• Jak się miewa mój syn?
• Dobrze. Wróć do Zakonu, a może uda Ci się Go spotkać.
• Kłamiesz. – bóg roześmiał się
• Przekonaj się…

telmachiel 2007-01-20 21:15:24
skomentuj (1)
...
Mój syn, mimo obaw, urodził się zdrowy i silny. W pałacu zapanowała radość i podniecenie z powodu pojawienia się na świecie następcy tronu. Złośliwe podszepty wysoko urodzonych dam dworu ucichły, traktowano mnie z należytym szacunkiem, teraz byłam matką przyszłego króla, stałam się nietykalna.
Nadchodziły gratulacje ze wszystkich stron, jednak nie czytałam tych listów, nie wiedzieć czemu stałam się obojętna na otaczający mnie świat, także na mojego syna. Większość czasu spędzałam w mojej komnacie beznamiętnie patrząc w okno, jednak niczego tam nie widziałam, o niczym nie myślałam, niczego nie czułam.
• Zdałaś sobie sprawę, że Twoje poświęcenie poszło na marne. – Habzur pojawiał się zawsze niespodziewanie – Należało mnie posłuchać, Księżno. – tytuł wypowiedział z naciskiem i ironią w głosie, spojrzałam na niego swoimi błękitnymi, lecz pustymi oczami, wzdrygnął się
• Czego ode mnie chcesz? – mój głos był słaby, Bóg milczał – Wiem, że on zniszczy to, co ja za wszelką cenę próbowałam uratować.
• To zależy tylko od Ciebie Nurrant. Mogę zabrać Twego syna.
• Chcesz Go zabić? Nie pozwolę na to. – mówiłam cicho, lecz stanowczo
• Nie. Zabiorę Go stąd i ukryję. W Orthanku żyje jeszcze wielu Magów. Jeden z nich na pewno zechce przygarnąć Twojego syna. Przecież nie odmawia się Bogom. – nachylił się ku mnie – Nikt nie odmawia Bogom. – wyszeptał
• Nawet jeśli Go ukryjesz, Nak go odnajdzie. Jest potężniejszy, niż wszyscy myślimy.
• Zaufaj mi Księżno. Ten jeden raz.
Kilka dni później Nak energicznie otworzył drzwi do mojej komnaty.
• Co z nim zrobiłaś? – zapytał ostro, jednak nie podniósł głosu – Gdzie jest mój syn? – spojrzałam na niego nieprzytomnym wzrokiem
• To była wola Bogów. – wyszeptałam, jego twarz w jednej chwili zmieniła się nie do poznania – Nie możemy sprzeciwiać się Bogom. – oddychał coraz szybciej, narastały w nim złość i gniew
• Dopuściłaś do tego, aby Habzur zabrał mi dziecko. Mojego syna. Moją krew.
• Nie mogłam nic zrobić.
• Kłamiesz! Ten zuchwały Bóg je Ci z ręki. Nie jestem głupcem Nurrant. Zabrałaś mi wszystko, co miałem. Nie zabiję Cię tylko dlatego, że… Sam nie wiem dlaczego. – powiedział po chwili namysłu – Jeszcze dziś opuść zamek i módl się do swego Boga, abym Cię nigdy nie spotkał na swej drodze.




telmachiel 2007-01-15 22:05:58
skomentuj (1)
...
Już wkrótce...
telmachiel 2006-05-12 16:50:59
skomentuj (4)
...
Naprawdę bardzo chcę wrócić, ale narazie nie mam czasu. Odezwę się wkrótce...
telmachiel 2006-01-27 15:41:57
skomentuj (5)



Created by Smeagol-Gollum
dla szablony4u
Picture by Linda Bergkvist